Niepełnosprawny Mateusz z Białegostoku musi zapłacić 200 złotowy mandat za przejazd BKM-em bez biletu. Kontroler uznał, że chłopak wraca od kolegi, a w tym wypadku nie przysługuje mu ulga na przejazd Białostocką Komunikacją Miejską. 17-latek ma niedowład kończyn dolnych. Od 11 lat legitymuje się zaświadczeniem o niepełnosprawności i uprawnieniem do darmowych przejazdów. W dniu kontroli wracał z kolegą z basenu, który jest częścią jego rehabilitacji. Magistrat tłumaczy, że niepełnosprawne dzieci i młodzież na trasie dom-szkoła-dom oraz do jednostek udzielających świadczeń zdrowotnych i rozkłada ręce.Matka Mateusza złożyła odwołanie do BKM. Nie uwzględniono prośby matki o anulowanie kary. Pierwszą ratę musi uiścić do końca kwietnia.
Jednak absurdem jest tłumaczenie urzędników, że regulamin przewozu osób niepełnosprawnych poza legitymacją, zobowiązuje niepełnosprawnego do posiadania przy sobie zaświadczenia o terminach i miejscu badania.
Najwyraźniej sprawę rozwiązałoby wystawianie przez basen zaświadczenia, że pływanie dla Mateusza ma charakter leczniczy. W innym wypadku osobom niepełnosprawnym w Białymstoku jedyną drogą dotarcia na basen jest spływ rzeką Białą.
Ah ci urzędnicy i kontrolerzy.
Etykiety:
absurd
,
Białostocka Komunikacja Miejska
,
bilety
,
BKM